Jednym z plusów podstawówki amerykańskiej jest lekki plecak. W Polsce mój syn narzekał na to, że jego plecak jest za ciężki. Tutaj w plecaku ma tylko kilka lekkich rzeczy.
Dzieci codziennie muszą nosić tzw. agendę, kalendarz, w którym zapisują co w danym dniu przerabiają czy kiedy mają sprawdzian. Dodatkowo noszą cienką teczkę, do której wkładają pracę domową, składającą się najczęściej z 1 kartki A4 oraz ewentualnie jakieś dodatkowe kartki z informacjami dla rodziców.
W kolejnej przegródce mój synek nosi pudełko z drugim śniadaniem oraz bluzę. Niestety mimo upału, szkoła jest bardzo klimatyzowana i dzieciom jest w klasie chłodno, dlatego zakładają bluzy.
To wszystko, co znajduje się codziennie w plecaku szkolnym. Piórnik czy dodatkowe rzeczy z wyprawki (kredki, flamastry itp.) dzieci zostawiają w szkole w swojej ławce, w której mają półkę. Na półce znajdują się również dodatkowe podręczniki (bezpłatne) z różnych dziedzin, np. angielskiego czy nauki.
Fajnie, szkoda, że w naszych szkołach jest to niemożliwe. Moje dziecko też narzeka i już ma skrzywiony kręgosłup.