Jak to się stało, że zamieszkaliśmy w Sarasocie

O nas Wszystkie

Ponieważ wiele osób mnie pyta, jak to się stało, że zamieszkaliśmy w Sarasocie, postanowiłam trochę o tym napisać. 

Wielu Polaków zaczyna swoje życie w USA od Chicago… W Chicago jest łatwiej… ze znalezieniem pracy, z językiem. Są polskie firmy, polskie sklepy, polscy lekarze, nawet można iść na polski film do kina!

My o Chicago nie myśleliśmy w ogóle. Po pierwsze nie chcieliśmy zamieszkać tutaj w dużym mieście… po drugie… chcieliśmy zamieszkać tam gdzie jest ciepło, palmy i morze.

Ja chyba podświadomie marzyłam o tym miejscu od zawsze. Jak byłam mała i trzeba było narysować dowolny rysunek, często rysowałam morze, wysepki, a na nich palmy… wydaje mi się, że już wtedy wymarzyłam sobie Sarasotę. Jest tu morze, a dokładniej Zatoka Meksykańska, są wyspy i palmy! 

No ale takich miejsc z wyspami, morzem i palmami jest więcej na Florydzie. To dlaczego akurat Sarasota? Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym się cofnąć do 2010 roku, kiedy to zapadła decyzja o naszym wyjeździe…

W 2010 roku wyjechaliśmy w miesięczną podróż po Europie. Jechaliśmy samochodem z Warszawy aż do Walencji w Hiszpanii, zwiedzając po drodze wiele przepięknych miejsc. Najbardziej urzekło nas Lazurowe Wybrzeże… jest tam ciepło, jest morze i palmy! Po powrocie do Polski stwierdziliśmy, że to jest to, my musimy mieszkać w miejscu gdzie mamy te trzy rzeczy. Do tego doszło jeszcze jedno… musieliśmy wybrać miejsce, gdzie będziemy mieli jakiś plan biznesowy.

Zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie najlepiej zamieszkać. Lazurowe Wybrzeże jest piękne, ale nie znamy francuskiego i jakoś nie widzieliśmy siebie tam w biznesie. Ja znam włoski, ale tylko ja, poza tym tak samo jak z Francją, również we Włoszech nie widzieliśmy siebie w biznesie. Może do Anglii, bo znamy angielski, ale tam z kolei nie odpowiada nam pogoda…

Tak się złożyło, że poznaliśmy przez Internet osobę, która mieszkała w Sarasocie. Zaczęliśmy czytać o tym miejscu, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszeliśmy. No i oczywiście tak nam się spodobało (ze zdjęć i filmów w Internecie), że stwierdziliśmy “to jest to!, zamieszkajmy w Sarasocie!”. O Sarasocie czytaliśmy dużo, o szkołach, biznesie, plażach itp. itd. Miejsce już wybraliśmy, teraz pozostaje kwestia legalnego osiedlenia się w USA.

Akurat był to czas, w którym można było się zgłosić do loterii wizowej. Stwierdziliśmy, że spróbujemy. A może się uda? Aplikację złożyliśmy w 2012 roku. W 2013 roku w maju były wyniki. Ponieważ składaliśmy oboje (ja i mój mąż), każdy z nas miał szansę wygrać. Jak jedna osoba wygrywa, zabiera małżonka i dzieci…

Ja od początku przeczuwałam, że wygra mój mąż. Sprawdziłam najpierw mój numer i niestety nie udało się… Sprawdziłam numer mojego męża i zamarłam!

Mój mąż w ogóle zapomniał o wynikach. Siedział w drugim pokoju, nie wiedząc co się dzieje przed moim komputerem… podeszłam do niego i powiedziałam “przeprowadzamy się na Florydę!”.

Na Florydzie wylądowaliśmy 25 czerwca 2014 roku…

Tagged
Karolina Moscicki
Mieszkam od ponad 7 lat w Sarasocie z moim mężem i 16-letnim synem. Jeśli macie pytania odnośnie życia na Florydzie, zachęcam do kontaktu na kierunekfloryda.com/kontakt. Z chęcią pomogę również przy zakupie/sprzedaży/wynajmie domu/mieszkania/biura. Zapraszam do kontaktu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.