Jak przeżyliśmy huragan Ian

Pogoda Wszystkie

Ci co nas obserwują na Facebooku wiedzą, że u nas huragan Ian nie narobił poważniejszych szkód. Nie znaczy to jednak, że się nie baliśmy, szczególnie, że prognozowano prawię kat. 5 i wejście na ląd na naszej wysokości.

Tak jak już wiecie huragan Ian na szczęście dla nas i na nieszczęście tych, co mieszkają bardziej na południu, wszedł na ląd niedaleko miejscowości Fort Myers. Spowodowało to, że (znowu) na szczęście dla nas, ominęły nas straszne opady, a dostaliśmy tylko mocne wiatry. Mocne, ale nie te najmocniejsze, które były trochę na południe od nas.

Prognozy na początku były inne. Tak naprawdę prognozy na parę dni przed mogą się różnić od tego co naprawdę się wydarzy, szczególnie jeśli chodzi o dokładne miejsce wejścia na ląd huraganu jak i też o jego siłę. Nie do końca było wiadomo gdzie wejdzie. Były głosy, że w okolicach Tampy, potem, że w Sarasocie, a skończyło się bardziej na południu. Kiedy usłyszeliśmy “Sarasota” i “wiatr z siłą 155mph”, czyli prawie kategoria 5, naprawdę zaczęliśmy się bać, a szczególnie ja. Kategoria 5 to już nie są żarty i naprawdę mamy nadzieję, że nigdy nas to nie spotka. 

Na szczęście dla nas nie mieszkamy w strefie zalewowej… ale… takiego huraganu jeszcze tutaj nie było, dlatego nie wiadomo było do końca jak to będzie. Po drugie każdy zastanawiał się jak to będzie z wiatrem, jakie będą zniszczenia, czy budynki wytrzymają, itp. Byliśmy w kontakcie z sąsiadami, którzy podchodzili do tego w miarę na luzie, co mnie pocieszało. “Skoro oni się nie przejmują, to dlaczego ja tak się tym przejmuję?”. Część osób jednak uciekła, niektórzy gdzieś w głąb lądu, inni na drugą stronę Florydy.

Dopóki jest kontakt ze światem i wiadomo gdzie idzie huragan, jaką ma siłę, jest kontakt z innymi, to jest w miarę ok. Ok. godz. 3 po południu w środę 28 września, straciliśmy prąd. Byliśmy na to przygotowani, ponieważ przed huraganem wszędzie informowano nas mieszkańców, że mogą być przerwy w dostawie prądu, a co za tym idzie mieliśmy przekazywane, jak się przygotować na taką sytuację. Mieliśmy naładowane power banki, sporo baterii, lampki, które używaliśmy w na kempingu i które się idealnie sprawdziły w czasie huraganu, zamrożone pojemniki z wodą w zamrażalniku (żeby jedzenie jak najdłużej przetrwało), pojemniki z wodą (gdyby zabrakło również wody), itp. 

Ciężko się jednak przygotować na brak połączenia komórkowego. Przez jakiś czas byliśmy cały czas w kontakcie ze znajomymi, jednak zaczęliśmy mieć problemy z połączeniami. Przez silny wiatr, zostały uszkodzone wieże telekomunikacyjne, a co za tym idzie nastąpił paraliż telekomunikacyjny. Wiadomości albo nie docierały albo docierały z opóźnieniem. Ponieważ nie mieliśmy prądu, nie mieliśmy telewizji ani wifi. W momencie kiedy komórki zaczęły źle działać, nie wiedzieliśmy, jak dalej idzie huragan (a to było dla nas ważne). Wiedzieliśmy mniej więcej, ale woleliśmy wiedzieć dokładnie, a takie informacje były na bieżąco przekazywane w mediach. Zaczęłam otrzymywać bardzo dużo wiadomości od znajomych w naszych okolicach z pytaniami, czy wiem, co z huraganem, bo oni nie mają połączenia z Internetem. Jak tylko coś się udało dowiedzieć, wysyłałam do innych. Ale w pewnym momencie już ciężko było uzyskać jakąkolwiek informację.

Przed huraganem każdy jak tylko potrafił, przekazywał w mediach społecznościowych informacje, “co zrobić jeśli…”. Jedną z takich informacji było, jakich stacji radiowych słuchać, jak się straci Internet. Zapisałam sobie grafikę z tymi numerami w komórce. Mieliśmy stary telefon, który odbierał radio (niestety radia na baterie nie mieliśmy, chyba trzeba się w takie zaopatrzyć). Zaczęliśmy słuchać lokalnych stacji radiowych, w których ogólnie przekazywano jaka jest sytuacja. Brakowało nam jednak radaru, który na bieżąco informował jak się porusza huragan. Stary telefon, który działał na innej sieci jakoś działał, to znaczy mogliśmy wysyłać wiadomości do naszej rodziny i przyjaciół w Polsce. To oni pisali nam jak się porusza huragan i w którym miejscu jest. Chcieliśmy usłyszeć, że przeszedł już obok i że możemy chociaż trochę odetchnąć. W końcu to usłyszeliśmy…

Wydaje nam się, że ok. 6:30 po południu wiało u nas najgorzej (zerknijcie na nasz filmik, który zamieściliśmy na www.Facebook.com/KierunekFloryda). Później jak było ciemno, ciężko nam było ocenić, czy wieje bardzo czy nie. Mogliśmy to ocenić tylko na podstawie odgłosów.

Dziwnie się żyje bez prądu, szczególnie jak się wie, że nie wiadomo kiedy ten prąd zostanie przywrócony. Wiedzieliśmy, że może to być nawet kwestia dni, nie godzin. Jakie było nasze zaskoczenie, kiedy nad ranem się obudziliśmy i mieliśmy prąd! Tak naprawdę spaliśmy niewiele, staraliśmy się czuwać, ponieważ były przewidywania, że przechodzący huragan i “jego resztki” mogą powodować tornada. Na szczęście w naszych okolicach te przewidywania się nie sprawdziły.

Jak tylko było jasno i stwierdziliśmy, że jest bezpiecznie, wyszliśmy na osiedle, żeby sprawdzić zniszczenia. Mimo że nie było najgorzej biorąc pod uwagę to co się stało bardziej na południu, nigdy nie widzieliśmy takiego bałaganu. Jak już wiatr w miarę ustał (mimo że wiało nadal, ale nie jakoś strasznie), pojechaliśmy samochodem sprawdzić domy naszych przyjaciół i klientów, których nie było na miejscu i bardzo się przejmowali, w jakim stanie są ich domy po huraganie. Na szczęście zniszczenia były niewielkie albo prawie wcale ich nie było.

(O sytuacji pohuraganowej poczytacie więcej w naszym poprzednim artykule.)

Wszyscy mówią, że takiego huraganu jeszcze nie było w naszych okolicach, że nie przeżyli jeszcze czegoś takiego. Znajomi opowiadali mi jak na ich oczach łamały się drzewa… niektórzy przeżyli naprawdę traumę, bojąc się, że zaraz wiatr zerwie im dach z domu, innym drzewo wybiło okno, innym drzewo spadło na dach, jeszcze innym wiatr powybijał kilka okien i woda zalała dom… wiele osób przez wiele dni nie miało prądu.

Mieszkamy na Florydzie od ponad 8 lat. Przeżyliśmy już Irmę, ale Irma to było nic w porównaniu z Ianem. Teraz przeżyliśmy Ian i mamy nadzieję, że przynajmniej na kilka lat mamy spokój z huraganami w naszej okolicy.

Tagged
Karolina Moscicki
Mieszkam od 2014 roku w Sarasocie z moim mężem i synem. Jeśli macie pytania odnośnie życia na Florydzie, zachęcam do kontaktu na kierunekfloryda.com/kontakt. Z chęcią pomogę również przy zakupie/sprzedaży/wynajmie domu/mieszkania/biura. Zapraszam do kontaktu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.