Strona główna > Pozostałe > Jak zakończyła się nasza sprawa ze stłuczką samochodową

Jak zakończyła się nasza sprawa ze stłuczką samochodową

W kategorii:Pozostałe     Autor:   Karolina     Rok:   2017

Pamiętacie jak kiedyś pisaliśmy o naszej stłuczce samochodowej? Mamy ciąg dalszy tej historii i szczęśliwe zakończenie. :)

Tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, zachęcamy do lektury na kierunekfloryda.com/nasza-pierwsza-stluczka-w-usa.

W końcu udało nam się uzyskać raport ze stłuczki od szeryfa. Trochę to trwało, musieliśmy się o niego upominać i jechać specjalnie do biura szeryfa, żeby odebrać raport osobiście. Gdy go już mieliśmy, zadzwoniliśmy do naszego ubezpieczyciela i przedstawiliśmy całą sytuację. Kobieta, która w nas uderzyła miała ubezpieczenie w tej samej firmie. Zależało nam, żeby całość naprawy pokryta była z ubezpieczenia sprawczyni stłuczki. Gdyby miało to być pokryte z naszego ubezpieczenia musielibyśmy i tak zapłacić pierwsze $500 (tzw. deductible), resztę pokryłoby ubezpieczenie. Szkoda nie była wielka, także mało by nam się to opłacało.

W trakcie rozmowy z ubezpieczycielem mój mąż powiedział, że może wysłać dokładną mapkę z rozrysowaną sytuacją, żeby zobrazować stłuczkę. Dzięki znajomemu, który był kiedyś w podobnej sytuacji i pokazał nam jak to przedstawił ubezpieczycielowi, stworzyliśmy mapkę naszej stłuczki i wysłaliśmy ją dodatkowo mailem do ubezpieczyciela. Nie minęły chyba 2 dni, jak oddzwonili z firmy ubezpieczeniowej i przeprowadzili „śledztwo” z moim mężem. Mój mąż dokładnie opisał sytuację, jego zeznania były nagrywane. Został poinformowany, że będzie konieczność przeprowadzenia również rozmowy ze sprawczynią stłuczki, oczywiście zgodziliśmy się na to. Jeszcze w tym samym dniu po południu dostaliśmy telefon od firmy ubezpieczeniowej z informacją, że naprawa zostanie wykonana na koszt sprawczyni zajścia. :)

Ponieważ był okres świąteczny, przełożyliśmy naprawę na początek stycznia. Dostaliśmy listę okolicznych warsztatów samochodowych, które mają podpisaną umowę z naszym ubezpieczycielem. Wybraliśmy najbliższy nam warsztat i umówiliśmy się na spotkanie (będąc jednocześnie na telefonie z ubezpieczycielem). Mój mąż pojechał do warsztatu, gdzie zostawił samochód do naprawy. Został potem zawieziony do wypożyczalni samochodów, gdzie dostał samochód zastępczy. Po ok. tygodniu zadzwonili z firmy ubezpieczeniowej, że nasz samochód jest do odbioru. :)

Pamiętajcie, żeby w takich sytuacjach, zanim podpiszecie jakiekolwiek papiery, obejrzeć dokładnie samochód. Mój mąż musiał dwa razy zwracać uwagę na niedokładne wykonanie naprawy. Na szczęście, od razu na miejscu to szybko poprawili i samochód wygląda jak nowy. :)

Jak widać z powyższej opowieści, należy zawsze walczyć o swoje. :) I jeśli będziecie kiedyś w podobnej sytuacji (czego oczywiście Wam nie życzymy), warto dokładnie opisać, a nawet zobrazować całe zajście.

 





Tagi: ,

Dodaj komentarz