Strona główna > Pogoda > Jak to jest przeżyć huragan…

Jak to jest przeżyć huragan…

W kategorii:Pogoda     Autor:   Karolina     Rok:   2017

Przeprowadzając się na Florydę, wiedzieliśmy, że słynie ona nie tylko z przepięknych plaż, słońca, palm itp, ale że również raz na jakiś czas odwiedzają ją huragany. Po 3 latach pobytu na Florydzie trafiło również na nas, przez Sarasotę przeszedł huragan Irma…

Hurricane Irma Warning

Na początku października zeszłego roku o wschodnie wybrzeże Florydy „obtarł się” huragan Matthew. Obserwowaliśmy wiadomości myśląc o naszych znajomych, którzy mieszkają właśnie na wschodnim wybrzeżu. Na szczęście nie wyrządził tylu szkód ilu się spodziewano, a naszych znajomych praktycznie całkowicie ominął. Niestety już wtedy zobaczyliśmy, co może przynieść ze sobą huragan: powodzie, problemy z prądem, a nawet tę najgorszą rzecz… w USA zginęło 11 osób…

W tym roku w sierpniu potężny huragan Harvey, doprowadził w Teksasie do zalania ogromnych terenów. Wiele osób straciło nie tylko dach nad głową, ale cały dobytek. Patrzenie na obrazki w telewizji, gdzie ludzie wracali do swoich zalanych do połowy domów, żeby sprawdzić, czy mogą jeszcze coś uratować, często powodowało napływające do oczu łzy… Teksas nie zdążył się jeszcze podnieść z tej tragedii, a wszyscy usłyszeliśmy ostrzeżenie o nadchodzącym na Florydę huraganie Irma…

Kiedy huragan Irma osiągnął siłę kategorii 4, gubernator Florydy Rick Scott ogłosił STATE OF EMERGENCY. Było to w poniedziałek, 4 września, 6 dni przed tym jak huragan dotarł do Sarasoty…

Zaczęła się lekka panika. Niektórzy się z tego podśmiewali, twierdząc, że na pewno nas ominie. Inni twierdzili, że ominie w ogóle Florydę, że takich zagrożeń już było wiele… Ale byli też tacy, którzy od początku podchodzili do tego na poważnie.

5 września zabrakło wody w wielu sklepach! Zaraz po tym na wielu stacjach benzynowych zabrakło paliwa! Ale to nie było tak jak niektórzy twierdzą, że ludzie zostali bez wody i benzyny. Sklepy starały się jak mogły, to samo dotyczyło stacji benzynowych. Co jakiś czas pojawiały się informacje, przekazywane z ust do ust czy w Internecie, że gdzieś tam jest dostawa wody czy paliwa. Nam się udało zrobić ogromne zapasy i wody i benzyny bez większego problemu. Kiedy byłam w okolicznym Publixie jeszcze w czwartek przed huraganem, wody było bardzo dużo… Proszono tylko, żeby nie kupować więcej niż 8 galonów…

Im bliżej huraganu, tym panika stawała się coraz większa. Kiedy w piątek wieczorem na nasze telefony przyszły ostrzeżenia przed huraganem (Hurricane Warning), jeszcze bardziej podniosło nam się ciśnienie… Patrząc na docierające z National Hurricane Center (Narodowe Centrum Huraganów) prognozy, coraz więcej osób zaczęło wierzyć, że huragan Irma może być naprawdę czymś potężnym i niebezpiecznym. Coraz więcej osób zaczęło wyjeżdżać na północ, do rodziny, przyjaciół… Najpierw huragan miał uderzyć we wschodnie wybrzeże Florydy, dlatego wiele osób ze wschodu ewakuowało się na zachód. Przymusową ewakuację ogłoszono m.in. w Miami Beach i w niektórych strefach Miami… Kiedy ścieżka Irmy z prognozy na prognozę prowadziła coraz bardziej na zachód, jeszcze więcej osób z naszych okolic zaczęła panikować. Coraz więcej osób zaczęła opuszczać zagrożone tereny. Na całej Florydzie korkowały się autostrady, podobno w niektórych miejscach ludzie porzucali samochody na środku drogi, ponieważ brakowało benzyny! Znam jednak sporo osób, które na ostatnią chwilę postanowiły opuścić Sarasotę i mimo korków dojechali w bardziej wysunięte na północ tereny… Jechali bardzo bardzo wolno, ale udało im się uciec przed Irmą. Były osoby, które wyjeżdżały w środku nocy, żeby chociaż trochę uniknąć korków… Było to bardzo przykre i przytłaczające. Ludzie opuszczali swoje domy bojąc się, że podczas ich nieobecności zostaną okradzione albo że po powrocie zastaną je zalane lub zniszczone.

Jeśli chodzi o nas biliśmy się z myślami… Mieszkamy na osiedlu 2-piętrowych budynków (parter i 2 piętra). Wiemy, że nie są to murowane budynki, ale też nie są z tych najsłabszych. Kiedy straszono nas huraganem 4 kategorii, myśleliśmy, żeby wybrać się do okolicznego schronu. Schrony były przygotowywane w szkołach. Dla nas najważniejszą ich zaletą było to, że były w bardzo mocnych, masywnych, murowanych budynkach.

Część osób z naszego osiedla wyjechała, przenieśli się do rodziny czy przyjaciół, bardziej na północ. My, mimo że mieliśmy dużo różnych propozycji, nie tylko z Florydy, ale również innych stanów, nie chcieliśmy wyjeżdżać. Wiele osób (szczególnie tych, które tu mieszkają od dawna) mówiło nam, że będzie ok, żebyśmy tylko się zabezpieczyli jeśli chodzi o jedzenie i wodę i że najgorszym zagrożeniem jest brak prądu.

Irma zbliżała się coraz bardziej, coraz częściej mówiono, że uderzy centralnie w Sarasotę lub okolice… Niektórzy nadal w to nie wierzyli… przecież Sarasotę zawsze takie katastrofy omijały… ale ludzi, którzy tak mówili, było coraz mniej…

Coraz więcej znajomych, również tych z naszego osiedla, postanowiło się ewakuować… My nie mogliśmy się zdecydować do ostatniej chwili. Nie jesteśmy na terenach ewakuacyjnych, także zalanie nam nie groziło w ogóle. Jedyne, czym się przejmowaliśmy to siła wiatru. Dlatego cały czas mieliśmy nadzieję, że siła ta będzie niższa niż ta przy 4 kategorii.

Ja siedziałam na telefonie prawie non stop, rozmawiając z wieloma osobami z Florydy, co robią, czy się ewakuują i tak naprawdę większość naszych znajomych została w domu lub jeśli byli w strefach ewakuacyjnych, przenieśli się do osób, które mieszkały w bardziej bezpiecznych miejscach.

Najważniejsze jednak dla nas w podjęciu decyzji było to, że bardzo dużo osób jednak została na naszym osiedlu. Niektórzy nawet postanowili nie zabezpieczać okien (my zabezpieczyliśmy od wewnątrz jak tylko się dało). Jeszcze w sobotę przed huraganem wybraliśmy się na spacer po osiedlu pytając kolejnych sąsiadów czy zostają czy wyjeżdżają. Każdy nas uspokajał, że nic się nie stanie, że te budynki na pewno wytrzymają taki huragan, że okna mamy projektowane przeciwko huraganom i że będzie ok. Sąsiedzi byli nad nami, obok nas. Najważniejsze, że nie zostaliśmy sami. :)

Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, postanowiliśmy zostać w naszym mieszkaniu. Decyzja jaką podjęliśmy okazała się najlepsza z możliwych. Byliśmy na swoim, mieliśmy cały czas prąd, a huragan tak naprawdę na naszym osiedlu nie wyrządził większych szkód (pisałam o tym w poprzednim artykule). W niektórych schronach brakowało prądu, a my mogliśmy na bieżąco obserwować ścieżkę i siłę Irmy…

Cały czas baliśmy się, że Irma wejdzie na ląd w naszej okolicy, mogła wejść z siłą kat. 3 lub 4. Weszła jednak w Marco Island (120 mil na południe od nas). To okropne, bo również w tamtych okolicach mamy znajomych, o których się martwiliśmy, ale siedząc w naszym mieszkaniu, cieszyliśmy się, że to nie nas wybrała na swój cel. :(

Kiedy Irma weszła na ląd zaczęła słabnąć. Gdy usłyszeliśmy, że do nas dojdzie już jako kategoria 2 lub 1, odetchnęliśmy z ulgą… Nawet jeśli miałoby przejść przez nas samo oko huraganu, i tak czuliśmy się już w miarę bezpiecznie…

Oko przeszło tuż obok, my byliśmy po jego lewej stronie. Wiało, ale nie tak, jak się spodziewaliśmy. Nie za bardzo też mogliśmy zobaczyć jak to wygląda, ponieważ było u nas już ciemno.

Ok 2 w nocy, jak już wiało coraz mniej, odkręciliśmy nasze zabezpieczenia z okna sypialnianego (żeby widzieć chociaż trochę co się dzieje na zewnątrz) i poszliśmy spać. :) A jak było po huraganie, jakich zniszczeń dokonał na naszym osiedlu i w Sarasocie, pisaliśmy w poprzednim artykule…

Przeżycie huraganu Irma było dla nas naprawdę ciężkim doświadczeniem. I nie mamy tutaj na myśli chwili, kiedy huragan „zawitał do naszych drzwi”, ale całe to oczekiwanie… Wiele osób nie wiedziało co robić. Ewakuować się? Zostać w domu? Jechać do schronu? Jechać bardziej na północ? Ryzykować utknięcie w korkach? A może zabraknie benzyny? A co jeśli nie będzie prądu? A co jeśli nas zaleje? Pytania się mnożyły i mnożyły… Ludzie odchodzili od zmysłów, dosłownie… niektórzy się bali potwornie, inni starali się nie pokazywać swojego strachu. Wiele osób się rozklejało rozmawiając o tym co może się stać, nie ukrywam, że ja również. Część przyjaciół wyjechała i rozmawiając przez telefon mówiliśmy sobie, że wszystko będzie dobrze, że przetrwamy, spotkamy się jak będzie już po wszystkim… Wiele osób zostało w swoich domach i cały czas byliśmy w kontakcie… Uczucia były nie do opisania… wiele osób używało słów „jak w filmie”. Bo to naprawdę było jak w filmie, opustoszałe miasto tuż przed huraganem, wozy policyjne jeżdżące i namawiające do ewakuacji…

Wiele osób do nas pisało, dzwoniło… z Polski, z innych stanów, z Florydy… martwili się, gdzie jesteśmy, czy jesteśmy bezpieczni. Media przedstawiały Irmę jako coś co dosłownie „zmiecie Florydę z powierzchni ziemi”. Nie uważam, że nie należy się przejmować. Może to i dobrze, że niektórzy się ewakuowali… nie musieli tego przeżywać co my tutaj na miejscu…

Myślę, że przeżycie to zmieni wiele osób… może czasami jak się przejmujemy drobiazgami, warto się zastanowić, czy to jest naprawdę ważne? Czy nie jest ważniejsze coś innego? Np. to że wokół siebie ma się tak dużo osób, które się o nas troszczą, może to, że warto cieszyć się piękną pogodą, słoneczkiem… :) Myślę, że po Irmie wiele osób wyszło ze swoich domów i ucieszyło się, że zaczął się nowy dzień, jest ok, Irma nas nie pokonała…

Oczywiście nie każdy miał takie szczęście… z ciężkim sercem patrzymy na to, co się stało w wielu miejscach na Florydzie… na Florida Keys, gdzie Irma uderzyła z siłą 4 kategorii, wiele domów jest bardzo jeśli nie całkowicie uszkodzonych, wiele osób będzie potrzebowało nowego domu, mieszkania, miejsca do życia. :( W Naples czy Marco Island wiele domów zostało zalanych… bardzo współczujemy tym osobom, które nie miały tyle szczęścia co my… :(

My przeżyliśmy swój pierwszy w życiu huragan. Jestem pewna, że do kolejnego podejdziemy z większym spokojem… tak jak osoby, które mieszkają tutaj od lat… ale na pewno nie będziemy bagatelizować prognoz… różnie bywa w życiu… a huragany są często nieprzewidywalne…

Cieszymy się, że tak naprawdę nikomu z naszych znajomych nic się nie stało, nikomu nie zalało domu, nikt nie stracił dachu nad głową…

Wszystkim, którzy do nas pisali i dzwonili w tym trudnym dla nas okresie, bardzo dziękujemy za troskę…

 





Tagi: , ,

Odpowiedzi 2 - “Jak to jest przeżyć huragan…”

  1. Jola

    Witajcie,
    Cieszę się razem z Wami, że nic się większego nie stało i już po wszystkim. Jak tylko dowiedziałam się o tym strasznym huraganie, od razu przypomniało mi się, że tam właśnie mieszkacie. Oglądałam CNN LIVE martwiąc się, co się stanie. Fajnie, że już po huragania, cieszę się i pozdrawiam, Jola

  2. Karolina

    Dziękujemy i również pozdrawiamy! :)

Dodaj komentarz